plonsk24.pl      witacz      współpraca      reklama         
 
blogPasażAukcje allegroE-kartkiPlan miastaFirmy i instytucjeGalerie internautów
Środa, 22 Lutego 2012    Imieniny: Małgorzaty, Marty
 
Aktualności Reklama Czytaj! Foto Program TV Akcja-Redakcja Podatki 2012 Kino - MCK Polityka prywatności
  
.


.


.

  

.

Kontakt:

REDAKCJA
Plońsk24.pl
ul. Makowa 17
09-100 Płońsk
tel/fax (023) 662 12 43
kom. 0 501 230 811

napisz do nas
PO parcie do ACTA
2012-01-30 10:28:19

Felieton obrazoburczy

Kapitalizm jest do dupy

Widmo krąży nad światem, ale nie jest to widmo komunizmu. Zapewne już zrodził się kolejny –izm lub –yzm. 

Nie czeka nas netokracja. 

Czeka nas globalny zamordyzm korporacyjny, którego gwarantem będą rządy państw i związków państw. Ten nowy ustrój już trwa od lat, jednak obecnie wzięto się za strukturę, której bezgraniczność, otwartość w odbiorze i kreacji stała się zagrożeniem, bo korporacjom odebrała możliwość kreowania mód, trendów i przekonań. A wolność jest dla tych tworów bardziej niebezpieczna niż kryzys finansowy, choć to ten właśnie kryzys wzmocnił działania zmuszające państwa do podpisania się pod ACTA.

ACTA stop

Czymś niezrozumiałym jest krętactwo ministrów i polityków polskich, kiedy społeczność internetowa, mniej lub bardziej legalnie, ruszyła do obrony sieci w takim kształcie, jaki ma ona obecnie. W poniedziałkowy ranek minister Michał Boni w TVN24 bił się w pierś i przepraszał za tę wpadkę rządu, by tuż po spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem zapowiadał, że umowa musi być podpisana i kropka, natomiast konsultacje odbędą się później. Cóż można negocjować i konsultować, kiedy kontrakt zostanie podpisany?

Otóż wtedy będzie się negocjować ze społeczeństwem dostosowanie polskiego prawa do wymogów ACTA, a raczej do wymagań tych, co za tym traktatem stoją, czyli korporacji światowych.

Marne są widoki na korzystne dla nas rozwiązania, bo Polska nie po raz pierwszy występuje jako posłaniec Wielkiego Brata – tym razem zachodniego. W wystąpieniu poniedziałkowym przed obiema izbami Kongresu prezydent Barack Obama w dorocznym orędziu wysłowił się był o ACTA, uznając tym samym ten pakt za priorytet polityki amerykańskiej na najbliższy rok – rok wyborczy. Kto kształtuje wizerunki, wspiera amerykańskie wybory finansowo – korporacje, czyli jedyni beneficjenci ACTA.

Nam za to europejskie posłowanie przypadną w udziale jakieś ochłapy – gruchoty F-ileśtam lub kilka McDonaldów w pakiecie od USA i parę starych walkmanów od Japończyków – oba te kraje były inicjatorami ACTA.

26 stycznia w Japonii ACTA nie podpisali przedstawiciele rządów m.in.: Niemiec, Holandii, Estonii, Słowacji i Czech. Skąd więc polski przekaz, że WSZYSCY z Europy mieli pakt podpisać?

Burza, która trwa w Polsce od niedzieli, z jednej strony pokazuje słuszne skądinąd obawy internautów a z drugiej unaocznia slalom rządu, który za nic w świecie nie chce mówić o clou tego paktu. A jest to rzeczywiście groźne dla sieci jako takiej i jej użytkowników.

Z hołdowniczym wsparciem dla rządu pospieszyła Izba Wydawców Prasy, zarzucając środowiskom wzburzonych manipulację – bo przecież nikomu nic nie grozi. Z drugiej strony prof. Ewa Łętowska – wybitna prawniczka i była sędzia Trybunału Konstytucyjnego – nazwała argumentację rządową prostacką. Jeśli mam do wyboru te dwie opinie, to polegam na wywodzie prof. Łętowskiej.

„Gazeta Wyborcza” chytrze jednak krótki wywiadzik wcisnęła na środowe strony gospodarcze, hen na 24 kolumnie, by pewnie rządu nie walić po oczach siłą argumentów prawniczki. Ale mniejsza.

Otóż prof. Łętowska mówi, że rząd ma rację twierdząc, że bezpośrednio ACTA niczego nie zmienia, jednak jest to argument prostacki, gdyż ACTA dopiero stworzy wiele nieznanych nam zagrożeń. Państwo, które podpisuje traktat będzie musiało dostosować swoje prawo do jego wymogów. I dalej: „…skoro przyjmuje się prawo ewidentnie pod presją mocarnych, komercyjnie nastawionych lobbies, to nie wiadomo, jak będzie potem implementowane” – powiada profesor.

Rozmówczyni „GW” podkreśla, że przyjmowanie niejasnego prawa w okolicznościach nieprzejrzystych daje uprawnienie do myślenia, że chciano coś ukryć.

Po podpisaniu ACTA, co nastąpiło w Japonii 26 stycznia, rozpocznie się w Polsce procedura dostosowawcza, której zakończeniem będzie głosowanie w parlamencie i podpis prezydenta. Ale która grupa okaże się silniejsza – społeczeństwo polskie, czy ci „mocarni” ze świata? Czy trzeba na to pytanie odpowiadać?

Bo pies pogrzebany będzie właśnie w zapisach polskich i sposobach ich interpretacji. A w ACTA stoi wyraźnie, że w przypadku stwierdzenia w Polsce naruszenia prawa (stwierdzenia przez zagraniczną korporację na przykład) trzeba dać możliwość konfiskaty lub innego przejęcia kontroli nad podejrzanymi narzędziami związanymi z jego naruszeniem. Istnieje więc wyraźne oczekiwanie, że w polskim prawie znajdzie się zapis o przejęciu portalu, strony, konta lub łącza użytkownika, którego ktoś PODEJRZEWA o naruszenie swoich praw. Jaka jest różnica pomiędzy podejrzeniem a stwierdzeniem popełnienia przestępstwa, wiedzą wszyscy. Podobnie w przypadku popełnienia wykroczenia. Czy to też wystarczy do autowania z netu? Być może. A i tak jeszcze nie znamy całości zapisów traktatu ACTA.

Mówienie, że ACTA dotyczy wyłącznie ochrony praw autorskich i patentów jest jak puszczanie bąków przy stole – nieeleganckie. Już dziś istnieją odpowiednie przepisy, by skutecznie ścigać producentów podróbek, autorów szkalujących komentarzy czy nierzetelnych sprzedawców. Tu chodzi o rzeczywiste zapanowanie nad przestrzenią, która dalej skutecznie opiera się wszechwładzy korporacji i rządów, bo to aktywni użytkownicy sami tę przestrzeń tworzą i kreują, lansują mody i poglądy. Sami tworzą się też liderzy środowisk internetowych i niebawem zaczną także w Polsce zagrażać obecnym politykom, którzy w większości sensu Internetu nie rozumieją, wykorzystują go wyłącznie do swojej propagandy wyborczej i ustawicznego lansu. Zero szczerości, wyłącznie manipulacja.

Nie można wykluczyć, że za wrogie działanie korporacja uzna głosy krytyczne wobec siebie lub swoich produktów. Nie trzeba handlować podróbką, by mocarnym podpaść. Co wtedy? Załomocą kolbami do drzwi? Nie. Odetną od sieci i dopiero, kiedy udowodnisz swoje prawo do krytyki, to ewentualnie włączą, czyli odwrotnie niż dziś.

Trzeba też powiedzieć, że prace nad ACTA trwały od 2005 r., a przyspieszyły dopiero niedawno, w czym mortus kryzysowy dopomógł, bo korporacjom ubyło z portfeli. Ważną informacją jest też ta, że duża grupa polskich eurodeputowanych zagłosowała za ACTA, choć dziś – dopiero po proteście internautów – pochowała się po kątach i bije się w piersi. Pogratulować głupoty i przenikliwości.

Jednak piąty już rok rządów partii z obywatelskością w nazwie też dla docierania tego układu ma znaczenie wielkie. Cóż, każda władza deprawuje, a każdy władca, a nawet lokalny kacyk, lubi naród za mordę trzymać i wiedzieć o ludziach jak najwięcej. Dlatego zapisy ACTA mogą posłużyć też innym celom, bo i przy dzisiejszym prawie służby lubią sobie posłuchać i skontrolować to i owo bez potrzeby, podejrzenia. Ot tak, prewencyjnie. Z ACTA będą to mogły robić również różne firmy prywatne i to jest już bardzo groźne.

Całe szczęście, że Internet jako medium, przekaźnik, komunikator itd. nie jest objęty patentem, bo wtedy wystarczyłoby krótkie pstryk! i korporacje miałyby kłopot z głowy, a my mielibyśmy pozamiatane.

Nieszczęście zaś polega na tym, że korporacje oskarżając wielu internautów o piractwo same nie widzą swojego wampirzego krwiopijstwa, które to właśnie spowodowało kopiowanie z sieci plików audio-video i produkcję podróbek butów, sprzętów, koszulek etc.

Korporacje grają jednak cwano i na pierwszą linię frontu wypuściły twórców – aktorów, piosenkarzy, kompozytorów, którzy łkają, jak to źli sieciowcy skubią ich z kasy. Nieprawda. Każdy z nich wie, że dostaje tak mało od sprzedanej płyty, bo to właśnie korporacja zgrania całą śmietanę, a ów artysta ma żyć z popularności polegającej na kupowaniu przez target łaskawie mu wyprodukowanej płyty. Przy obecnych cenach krążków CD bardzo wielka sprzedaż jest marzeniem i nie dotyczy to tylko Polski, ale także znacznie bogatszych krajów.

Poza tym, czy dobra kultury można aż tak klasyfikować materialnie? Zmerkantylizować wszystko, nie bacząc, że właśnie szeroki i wolny dostęp do dóbr kultury jest gwarancją i dźwignią rozwoju społeczeństw? Że to jest jedna z głównych idei i zasług Internetu? Korporacjom to widać powiewa ich flagą z logo wywieszoną na wyprężonym maszcie.

Wyobraźmy sobie sytuację, że podoba nam się piosnka „Przybyli ułani pod okienko”, do której praw autorskich nikt nie posiada, ale prawa wykonawcze ma śpiewający ją Iksiński, który jednakże nic nas nie obchodzi, za to jedynym dostępnym plikiem jest ten z jego głosem. Kopiujemy więc to z netu i…? Czyje łamiemy wówczas prawo, skoro interesuje nas utwór w jego warstwie słownej? Takich zagadek będzie wiele, choć to przykład malutki.

Problemem rządów zmuszanych do podpisywania tego aktu w ukryciu przed obywatelami są żądania korporacji, które zarówno kulturę, sztukę, sport czy inną dziedzinę mają gdzieś, bo one mają przede wszystkim osiągać wynik finansowy. I tylko wynik finansowy. W cenie każdego produktu znanej korporacji (marki) – przemysłowego, filmowego, odzieżowego czy co tam jeszcze – są ich akcje „dobroczynne”, sponsoring sportowy lub artystyczny, horrendalne zarobki managementu, wyśrubowane gaże aktorskie, służbowe wyjazdy, konferencje, reklama własna z gigantycznymi stawkami dla odpowiednich biur itd. Nie płacimy więc za produkt jako taki, tylko za to wszystko, co wyżej, plus podatek od głupoty, że dzięki różnym zabiegom i sztuczkom daliśmy się na ten właśnie wyrób - jako target korporacyjny - wysterować.

złe oczy

Stąd głównie aktorzy, artyści i sportowcy też są zmuszeni ACTA wspierać, bo wyschłoby im szybko źródło z pieniążkami. Tak kółko się zamyka, gdyż jawny szantaż ikon pop kultury, wsparty przez zakulisowe naciski szefów korporacji, rzuca rządy na kolana. A rządy, cóż, w większości są jak pacynki z głowami nadzianymi na palec wskazujący prezesa czy prezydenta korporacji, bo to on jest mózgiem, szyją i głową całego interesu.

Internet natomiast wymknął się po prostu spod kontroli i żyje, tworząc przy okazji nowe społeczeństwo, które dzięki wzajemnej wymianie poglądów, myśli, mód i trendów stało się kompletnie niesterowalne i świadome swojej podmiotowości.

Mowy o piractwie internetowym i stratach z tego tytułu są mydleniem oczu, bo korporacje bojąc się potęgi chińskiego przemysłu podróbkowego, chcą przy okazji zapanować nad wolną siecią( też wzorzec chiński), która w ich mniemaniu stanie się teleekranem Wielkiego Brata, by ten mógł patrzeć, czuwać i prać mózgi miliardów Winstonów Smith’ów. Czyżby Orwell znów miał rację?

Piotr Kaniewski

  Komentarze [23]
 
 
 
 
  
.

  
.


.


.

  
.


.

Pytanie dnia:
Subskrypcja:
E-mail:
Kategorie:






 

Last minute:

Wydawca:
Copyright ® 2004 - 2012 WPP24 Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis Płońsk24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń oraz wpisy dodane przez użytkowników.
Jeżeli zauważysz, że prawa osób trzecich zostały naruszone napisz lub zadzwoń do nas w celu ich usunięcia:
tel/fax:023 662 12 43 lub 0 501 230 811, e-mail: redakcja@plonsk24.pl
Wykonanie: