|
|||||||
|
Aktualności |
|
Reklama |
|
Czytaj! |
|
Foto |
|
Program TV |
|
Akcja-Redakcja |
|
Dyżury aptek |
|
Kino - MCK |
|
Polityka prywatności |
|
Świadectwa okrutnej wojny
67. rocznica zbrodni na Piaskach
Wystąpienie Pani Mirosławy Krysiak – kierownika Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta wygłoszone podczas uroczystości na „Piaskach” 19 stycznia 2012 r.
Szanowni Państwo,
przed 67 laty kończyła się właśnie straszliwa wojna, po której dla okaleczonych nią i umęczonych ludzi powinien nastąpić prawdziwy pokój.
Dla nas, Polaków, on jednak nie nastąpił. Styczeń 1945 roku – jak się bardzo szybko okazało – dla nas był jedynie przejściem w sferę wpływów Rosji sowieckiej. Żywa jest w nas wszystkich pamięć łagrów, wywózek, ubeckich metod niszczenia ludzi, stalinowskich więzień i tzw. „procesów”. Wszystko to przyszło do nas wraz z końcem wojny, właśnie wówczas, w styczniu 1945 roku.
To dlatego tak nam trudno mówiąc dziś o tamtych dniach używać słowa „wyzwolenie”. Bo prawdziwego wyzwolenia nie było. W pamięci najstarszych mieszkańców Płońska wciąż żywa jest pamięć zbrodni i gwałtów, jakich doświadczali w tamtych dniach. A w skali całego kraju był to przecież dopiero początek.
Dodatkowym aspektem tamtego czasu dla nas, Płońszczan, jest fakt, iż koniec wojny nastąpił w dzień zaledwie po skrytobójczej zbrodni na Piaskach, dokonanej na naszych krewnych, znajomych, sąsiadach przez niemieckich okupantów. Dokonanej w miejscu, w którym dziś jesteśmy.
Nie sposób tych wydarzeń od siebie odłączyć. Stąd mądra decyzja władz Miasta, by pamięć o końcu niemieckiej okupacji połączyć wspólną datą obchodów z pamięcią o zbrodni dokonanej na Piaskach w styczniu 1945 roku, czyniąc ją tym samym – z jednej strony - zwieńczeniem dramatycznych doświadczeń Płońszczan pokolenia lat wojny i okupacji, z drugiej zaś - symbolem tragicznej wymowy naszych wspólnych polskich - i płońskich - losów. Honorowym zobowiązaniem dla współczesnych i memento dla tych, co przyjdą po nas.
Powróćmy do tamtych czasów.
Podczas okupacji, w miejscu, gdzie się znajdujemy, był tzw. ogród powiatowy, utworzony przez Niemców na odebranej okolicznym ogrodnikom ziemi. To jest właśnie to miejsce, które już na zawsze pozostanie symbolem męczeństwa i kaźni ofiar, oraz okrucieństwa i bestialstwa ich oprawców.
Zbrodnia tu popełniona była zwieńczeniem masowych aresztowań, przeprowadzonych w Płońsku i powiecie płońskim w drugiej połowie 1944 roku, szczególnie w listopadzie i grudniu, na - w zdecydowanej większości młodych - mieszkańcach ziemi płońskiej, osadzonych w płońskim więzieniu, i poddawanych nieludzkim torturom.
Gdy przed kilkoma dniami rozmawiałam z krewną jednego z Zamordowanych tu młodych ludzi, powiedziała, że przed pogrzebem rodzina nie była w stanie ułożyć prosto ani jego rąk, ani nóg, tak były połamane. „- On miał każdą kosteczkę połamaną!...” – powiedziała mi.
Mówię o tym nie po to, by epatować okrucieństwem, ale by uprzytomnić nam wszystkim, że ludzie przywiezieni tu nocą na śmierć w większości byli już tak zniszczeni zadawanymi im w więzieniu torturami, że wykręcanie im do tyłu rąk i przywiązywanie do nich nóg było już tylko dodatkowym okrucieństwem i szyderstwem ze strony oprawców. Musieli sobie z tego zdawać sprawę, jeśli zostawili ich zaledwie zarzuconych znajdującym się nieopodal zielskiem, bez sprawdzenia skuteczności oddanych strzałów.
Pierwszy bodajże sygnał, że na Piaskach coś się stało – paradoksalnie - przyszedł właśnie od jednego z tych, którzy byli po stronie oprawców.
Niemcy tuż przed wkroczeniem do Płońska Armii Czerwonej rozlokowali za ogrodzeniem ogrodu powiatowego, od jego strony zachodniej, ciężką artylerią. Jeden z mówiących po polsku Niemców z Wehrmachtu, który w noc zbrodni tam właśnie pełnił nocną wartę przy działach, następnego dnia krzyczał, wyraźnie wzburzony: „- Koniec świata!... Co tu się działo!... Mordowali ludzi przez całą noc!...”
Jego słowa zapamiętali mieszkańcy Płońska, państwo Zofia i Jan Stefańscy, których relację przytacza w swej publikacji pan Janusz Leszek Żabowski. Tamtego dnia nie wiedzieli jednak, co mają o tych słowach sądzić - mogły one być przecież prowokacją, jedną z wielu, jakich dopuszczali się wtedy Niemcy. Ich sens zrozumieli dopiero po odkryciu na Piaskach ciał Pomordowanych.
Ciała odkryto mniej więcej w tydzień po zbrodni.
Mało kto tu wcześniej chodził.
Trudno się dziwić, dla wszystkich to były trudne chwile – zniszczenia były ogromne. I te materialne, i niematerialne – ludzie opłakiwali swoich bliskich, miotali się po różnych zakątkach kraju w poszukiwaniu tych, którzy nie wrócili z więzień czy obozów. Problemem było też zdobycie żywności, ubrań, nie działał jeszcze przecież handel… Było nim także wyposażenie pookradanych mieszkań w najbardziej podstawowe sprzęty, takie jak łóżko czy stół. Ludzie na nowo - z niczego - próbowali odtworzyć domy, jakie mieli przed wojną wierząc, że im się to uda.
Nikt więc do Ogrodu Powiatowego nie chodził.
Tym bardziej, że zima tamtego roku była tęga – mroźna, surowa, obfitująca w zaspy i śnieżne zamiecie. Miejsce, w którym się obecnie znajdujemy, inaczej wówczas wyglądało - biało tu było jak okiem sięgnąć, wokół wznosiły się zaspy śniegu, który pokrywał rosnące tu wówczas drzewa, krzewy i okalający cały ten teren żywopłot.
Nie bez znaczenia był też fakt, iż po mieście krążyły pogłoski, jakoby uciekający z Płońska Niemcy zaminowali ogród powiatowy.
To dlatego, zgodnie z wszelkimi dostępnymi nam relacjami, miejsce zbrodni odkryły właściwie dzieci. Dla nich koniec wojny rzeczywiście oznaczał wolność, korzystali więc z niej, jak umieli – biegali wymyślając najrozmaitsze, nierzadko niebezpieczne zabawy, jakby nadrabiając stracony czas, odzyskując odebrane im wcześniej dzieciństwo.
Plotki o zaminowanym ogrodzie dla płońskiej młodzieży, mającej za sobą doświadczenie różnych okrucieństw wojny, nie były żadną przeszkodą – biegali tu konstruując z desek prowizoryczne narty lub sanki, i zjeżdżając po zalegającym wszędzie śniegu.
Aż któregoś dnia ktoś dostrzegł wystającą spod śniegu rękę i pobiegł powiedzieć dorosłym.
Tak Ich odnaleziono.
Było Ich co najmniej 78.
O tylu mówią oficjalne dane.
Zdecydowanej większości z nich nie dane było pożegnanie z rodziną – nie rozpoznani z nazwiska, anonimowi, na zawsze włączeni zostali w jedyną rodzinę, jaka została im dana - rodzinę mieszkańców naszego Miasta, mieszkańców, którzy przez pokolenia – jedni drugim – przekazują tę pamięć serdeczną i ten serdeczny ludzki obowiązek.
Od 67 już lat.
Najpierw cicho, nieomal ukradkiem, bo czasy były dla Pomordowanych tu niewdzięczne.
Od upadku komunizmu – już oficjalnie, z wszelkimi honorami i nieodpartą wolą przekazania kolejnym pokoleniom świadectwa Ich męczeńskiej śmierci u progu końca tamtej okrutnej wojny.
Mirosława Krysiak
Kierownik Pracowni Dokumentacji
Dziejów Miasta Płońska
Komentarze [0]