Rewolucja w ustawie o spółdzielczości mieszkaniowej?
Od 2 lutego tego roku pracuje w sejmie podkomisja nadzwyczajna Komisji Infrastruktury, która zajmuje się poselskimi i senackimi projektami zamian w ustawie o spółdzielczości mieszkaniowej. Autorzy projektu chcą by np. w bloku, w którym wykupiono na własność choćby jeden lokal powstawała z automatu wspólnota mieszkaniowa, która sama wybierze zarządcę.
Po powstaniu takiej wspólnoty spółdzielnia mieszkaniowa mogłaby ubiegać się o pełnienie roli zarządcy, ale proponowane zmiany nie zakładają żadnego faworyzowania spółdzielni w tym zakresie. W nowelizacji jej autorzy zakładają, iż blok lub kilka bloków (budynków) stojących na jednej działce, w których wykupiono na własność choćby jeden lokal powstawała wspólnota mieszkaniowa. Spółdzielnia mieszkaniowa w takiej sytuacji byłaby na równych prawach z innymi użytkownikami, czyli np. prawnym właścicielem mieszkań, które nie uległy uwłaszczeniom lub rynkowym przekształceniom własnościowym. Nawet jeśli stosunek własności spółdzielczej byłby przytłaczający, to zawiązana w ten sposób wspólnota musiałaby ogłosić konkurs na zarządcę.
Szefowa podkomisji jest posłanka PO Lidia Staroń, która w tej sprawie portalowi „Onet” powiedziała: – Dziś osoba, która wykupiła lokal, nie ma wpływu na to, jak jest zarządzana jej własność. Nadal bowiem zajmuje się tym spółdzielnia. Chcemy to zmienić – tłumaczy posłanka.
W podobnym duchu wypowiadał się też przedstawiciel jednego z towarzystw uwłaszczeniowych. - Podoba nam się ta propozycja – mówi Paweł Backiel, prezes Stowarzyszenia Uwłaszczeniowego w Białymstoku. – Właściciele zaczną nareszcie wybierać, kto będzie gospodarował ich majątkiem. Spółdzielnie, które zechcą dalej być zarządcą, będą musiały przedstawić atrakcyjną ofertę, która przebije inne – uważa.
Nie trzeba dodawać, ze przedstawiciele spółdzielni mieszkaniowych oraz różnych związków spółdzielczych projektem nie są zachwyceni, a wręcz przerażeni, bo uważają że nowe prawo doprowadzi do szybkiego upadku spółdzielni mieszkaniowych.
Przewodnicząca podkomisji zastrzega, że nie chodzi przecież o likwidację spółdzielni, tylko o prawo wyboru ludzi tworzących dzisiejsze spółdzielnie.
Projekt zakłada także przekazanie wspólnotom całości majątku, a nowelizacja jest przewidywana do wprowadzenia w życie od 1 sierpnia 2011 r.
Kapitał społeczny – a co to jest?
Trudno przypuszczać aby projekt nowelizacji w tej formule zyskał szerokie poparcie parlamentarnej większości, ale może wcale nie o to tu chodzi. Podczas ewentualnego głosowania nowe prawo poza posłami PO raczej nie zyska zwolenników, ale dla Platformy Obywatelskiej majsterkowanie przy ustawach spółdzielczych ma duże znaczenie wobec ich wyborców, szczególnie z grupy stowarzyszeń i zwolenników uwłaszczeń i wszelkiej prywatyzacji.
Bardzo trudno bowiem do polityków i osób o poglądach liberalnych i neoliberalnych przebija się wiadomość o fakcie, iż to właśnie w gospodarce rynkowej (długo przed I wojną światową) wynaleziono spółdzielczość i przedsiębiorstwa społeczne. To zagadnienie obszernie wyjaśniają bracia Andrzej i Stefan Bratkowscy w rozmowie z Jackiem Żakowskim (Polityka, nr 19, 4.05.2011 r.)
– Czas spółdzielczości nie minął w Niemczech, w Anglii, Skandynawii, we Włoszech, nie minął także w Szwajcarii – twierdzą Bratkowscy, których akurat o wychwalanie dorobku PRL posądzać nie można. Owszem, w rozmowie z red. Żakowskim były minister gospodarki przestrzennej i budownictwa (Andrzej) i dziennikarz i prawnik (Stefan) przyznają, że negatywne dla spółdzielczości podejście polskich elit w ostatnim 20-leciu wiąże się bezpośrednio z ich osobistym bagażem sprzed 1989 r. nałożonym potem natychmiast na amerykańskie modele gospodarcze, co wcale nie znaczy, że przyjęte rozwiązania są dobre dla Polski i Europy.
To odwołanie do wywiadu (który warto polecić nie tylko osobom zainteresowanym spółdzielczością i przedsiębiorczością społeczną – red.) jest uzasadnione, bo przy każdej fali prywatyzacyjnej i przekształceniowej kolejne rządy ( o dziwo nawet z nazwy lewicowe) walczyły z pozostałościami systemu obalonego w 1989 r. Podobne uzasadnienia padają przy okazji różnych prac nad spółdzielczością mieszkaniową, co dobrze nie świadczy o erudycji reformatorów, a jedynie o powielaniu fobii.
Boom wspólnotowy nakazowo-rozdzielczy
Po poprzedniej nowelizacji tej samej ustawy w związku z powszechnym uwłaszczeniem zapowiadany boom wspólnotowy nie wypalił. Dlaczego? Z dwóch powodów: ekonomicznego i społecznego.
Nie ma racji cytowany na początku szef białostockiego stowarzyszenia uwłaszczeniowego, że dopiero po tej nowelizacji właściciele zaczną wreszcie wybierać zarządców – w domyśle: spółdzielnie nie będą już szastać naszymi pieniędzmi.
Takie prawo kontrolne maja przecież wszyscy spółdzielcy, nawet ci nieuwłaszczeni, a z niego po prostu nie korzystają. Wystarczy przyjrzeć się potencjałowi Spółdzielni Mieszkaniowej w Płońsku ( ponad 3,5 tys. członków rzeczywistych) i porównać go z udziałem w zebraniach, na których najszybciej można tworzyć większość zdolna do kontrolowania spółdzielni nie tylko z zewnątrz, ale także od wewnątrz poprzez jej statutowe struktury. Wybrano jednak drogę szybkiej aktywizacji niewielkich grup mieszkańców, którzy dotychczasową wspólnotę - przy nadmiernym entuzjazmie - mogą rozmontować, narażając wielu ludzi na poważne reperkusje finansowe.
Gdy bogaci łączą, w Polsce dzielimy
O ile nowa nowelizacja dla ludzi przedsiębiorczych i aktywnych ma sporo walorów, to dla większości spółdzielców nie będzie oznaczać oszczędności. Odnosząc się do sytuacji w Płońsku nowelizacja – jeśli stanie się prawem, a ono zostanie wykorzystane – przyniesie więcej wydatków, głównie w blokach liczących 20 i więcej lat, a takich jest przytłaczająca większość. Tylko duża wspólnota jest w stanie zabezpieczyć stare budynki w taki sposób, aby dla pojedynczej osoby koszt napraw i remontów, ocieplenia, wymiany rur, etc. był minimalny. Bo na tym polega idea spółdzielczości, że dziś wspieramy tego, jutro owego, a na wszystko składamy się wspólnie.
Przy małych organizmach, zakładanych ad hoc, koszty są nieporównanie większe, a wzrastają dodatkowo, gdy część członków danej społeczności gospodarczej nie zasila wspólnej kasy. Problem braku pieniędzy na czynsz u wielu ludzi dotyczy zarówno dużej spółdzielni jak i małej wspólnoty, z tym że dla większego jest mniej groźny i łatwiejszy do rozwiązania.
Radosna twórczość posłów z komisji nadzwyczajnej doprowadziła też do wpisania konieczności przekazania nowej wspólnocie majątku spółdzielczego przypadającego na jej założycieli. Nie wiadomo w jaki sposób dopasowano rozliczenie się wzajemne, gdyż niekiedy rubryka pasywa może być znacznie wyższa kwotowo niż pasywa, ze względu na właśnie wspólne obłożenie wieloma kosztami (wymienionymi wcześniej) wszystkich członków danej spółdzielni. Stąd też wieloletnie nakłady na blok „A” mogą się nie pokryć w wielu przypadkach z częścią czynszu przeznaczaną przez chcących założyć nową wspólnotę na tzw. fundusz remontowy i inne wydatki zrealizowane.
Dlatego z dobrodziejstwa planowanych rozwiązań mogą skorzystać głównie ludzie względnie młodzi i młodzi oraz osoby o raczej ponadprzeciętnych dochodach, którzy mieszkanie w bloku traktują jako przejściowe locum lub inwestycję, a nie jedyne dostępne na ich możliwości mieszkanie na całe życie, jak to dotyczy większości – przynajmniej płońskich - spółdzielców.
Spółdzielnia czy korporacja?
Aby dobrze kontrolować wydatkowanie swoich pieniędzy wpłacanych do kasy spółdzielni mieszkaniowych nie trzeba spec-ustaw, które mogą doprowadzić do podziału takiego organizmu na kilka lub kilkanaście tworów, w których łącznie koszty zarządcze mogą być wyższe niż dotychczas. Spółdzielczości jest za to potrzebny nowy duch w sensie tworzenia i dbania o wspólnoty, a nie tylko ganianie za zyskami z czynszów czy też wykazywanie specjalnej troski głównie o własną pensję.
Potrzeba też większego zaangażowania twórców tych spółdzielni, czyli jak największej liczby mieszkańców, którzy nie będą się obawiali powiedzieć jakie widzą problemy i błędy obecnych władz statutowych, a także będą gotowi do udziału w odbudowie spółdzielczego ducha. Tak też, przy prawie jakie już obowiązuje, można przeprowadzać wszystkie programy ekonomiczne, społeczne i kontrole w trosce o rozsądek i dobro wspólne.
W odróżnieniu od innych typów spółdzielczości, spółdzielnie mieszkaniowe mają w statutach zazwyczaj zapisane jako cel działalności nie tyle wypracowanie nadwyżki bilansowej do podziału pomiędzy członków, tylko budowę i administrowanie posiadanymi zasobami w interesie mieszkańców – członków spółdzielni i ich następców prawnych.
Jeśli obecne zarządy i rady nadzorcze będą chciały bardziej stać na czele firm z dużym lub gigantycznym nawet majątkiem ruchomym i nieruchomym, a zapomną o funkcji społecznej i instytucjonalnej przynależnej spółdzielczości, to kiedyś dobro wspólne się rozsypie, a najsłabsi ekonomicznie będą mieli jeszcze większe dylematy niż dziś: jedzenie, leki czy czynsz ?
Od kilku miesięcy dochodzą do naszej redakcji sygnały o niepokojących mieszkańców działaniach władz spółdzielni w gospodarce nieruchomościami, a także o fantastycznych strategiach czynszowych za najem lokali zgłaszanych przez szefa rady nadzorczej i dyskutowanych na posiedzeniach tego gremium.